Czasem trzeba spojrzeć w przeszłość

Czego bardzo nie lubię? Łamania obietnic. Przekonanie, że publiczne deklaracje pomagają osiągnąć cel i zrealizować zadanie, jest błędne. Mnie nie pomogło. Tak się poukładało życie w ostatnich tygodniach, że obiecana recenzja „Mgieł przeszłości” Cezarego Czyżewskiego – mimo zapewnień, że zostanie opublikowana pod koniec czerwca – powstała dopiero teraz. Zdarza Wam się nie dotrzymywać słowa?

Tadeuszowi Siekierskiemu się zdarza. Szczególnie, gdy obiecuje, że odsunie się od spraw magicznych, których nie rozumie. W pierwszej części regularnie pakował się w kłopoty, bo dane słowo zawsze przegrywało z niewyjaśnionymi zjawiskami. W kontynuacji historii nie zapewnia już, że nie będzie próbował swoich sił z magią. Stawia sprawę jasno. Jest zdeterminowany, uparty i … irytujący. Przynajmniej dla mnie. O ile w poprzedniej książce miałam ochotę z nim przebywać, towarzyszyć mu na każdym etapie poszukiwań magii, o tyle "Mgły przeszłości" zmieniły moje zdanie na temat fizyka. Ważną postacią stał się za to dla mnie Piotr Kownacki, policjant, który zdecydował się zmienić swoje życie, gdy dowiedział się, że istnieje „drugi świat”, niedostępny na co dzień zwykłym śmiertelnikom. O ile Siekierski próbuje działać po omacku, przekonany o tym, że mu się po prostu uda, o tyle policjant rozmawia z osobami, które zajmują się rozwiązywaniem tajemniczych sytuacji, pyta je o zdanie i przechodzi profesjonalny trening. Ta druga metoda jakoś bardziej do mnie przemawia. Poza tym Piotr wydaje się jakby dojrzalszy, nie jest zadufany w sobie i przekonany o swojej wyjątkowości, dzięki temu osiąga swój cel.

Co do Tadeusza: dobrze, że na jego drodze znów pojawiła się kobieta, bo nie wiem, co by wyszło z tych jego poczynań. Jedno jest pewne do trzeciej części powieści raczej by nie przeżył, no chyba, że autor byłby dla niego łaskawy i wyjątkowo sprzyjałoby mu szczęście. Tymczasem zakończenie drugiego tomu daje nadzieję (a może i obietnicę), że pojawi się ciąg dalszy. @c.czyzewski.autor kolejny raz w świetny sposób opowiedział historię, połączył ją z losami świata i utkał taką delikatną sieć między przeszłością i teraźniejszością. Nie jestem znawcą II wojny światowej, ale pisarz wzbudził we mnie chęć poznania głównych faktów, zweryfikowania ich z tym, o czym pisze w książce.

Czy geomancja istnieje? Cóż… miejsca, w których ludzie czują się lepiej, mają więcej sił witalnych, na pewno istnieją. Podobnie jak takie, w których czujemy, że nasza energia jest wysysana. Czy ma to związek z magią? Nie sądzę. Aczkolwiek losy postaci "Mgieł przeszłości" opisane są w zgrabny sposób, niebudzący wątpliwości, że magia, studnie mocy, dobre i złe duchy istnieją, a więc i geomancja ma sens.

W przeciwieństwie do pierwszej części przygód fizyka nie było tu momentów, kiedy odczuwałam lęk albo miałam gęsią skórkę. Może dlatego, że co najmniej przez pół książki denerwowałam się na Tadeusza i miałam ochotę dać mu po mordzie, mówiąc „weź się ogarnij!”. Te emocje powodowały, że chciałam jak najszybciej doczytać do kolejnego wątku i dowiedzieć się, co dzieje się u pozostałych bohaterów. Podobnie jak "Alazzę" drugi tom czyta się przyjemnie i szybko. Kolejne strony same przelatują przed oczami i człowiek ani się nie zorientuje, a jest już w połowie powieści.

Autor świetnie też buduje napięcie. Mieszanka kryminału, horroru, sensacji, fantastyki, powieści historycznej oraz różne wątki (podział na to, co dzieje się u Alazzy, Tadeusza i Piotra) sprawiają, że jest się głodnym tego, co dalej i w napięciu czeka się, co znowu się wydarzy.

 Co najbardziej podobało mi się w książce?

- sprytne i zgrabne połączenie współczesności z przeszłością;

- postać silnej kobiety, która potrafi butnemu i rozkapryszonemu facetowi pokazać, gdzie raki zimują,

- opisy miejsc (czułam się jakbym tam była, czytając jednocześnie chodziłam tymi samymi ścieżkami, co np. Alazza);

- odnośniki do historii (@c.czyzewski.autor ile książek na temat II wojny przeczytałeś?);

- budowanie napięcia poprzez przeplatanie wątków dot. różnych postaci.

 

Co mi nie przypadło do gustu?

- wkurzająca postać Tadeusza – zawsze wydawało mi się, że głównego bohatera powinno się lubić i się z nim utożsamiać, w tym tomie straciłam jednak do niego sympatię.

Książkę zdecydowanie polecam. Jest idealna na upalne dni, będzie też dobra na długie jesienne i zimowe wieczory (choć czyta się ją na tyle szybko, że nie wiem, czy starczy na kilka wieczorów