Tylko nie gaś światła!

Dziś zgodnie z obietnicą #recenzja „Alazzy” Cezarego Czyżewskiego. W głowie mam tyle słów, aby opisać tę książkę, ale jednocześnie boję się, aby nie napisać za dużo. Najlepiej się przecież czyta, gdy nie zna się zakończenia, a każda kolejna strona przynosi odkrycie i zaskoczenie. Postaram się jednak powiedzieć jak najwięcej, zdradzając przy tym jak najmniej.

"Alazza" to powieść fantastyczna. I nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie gatunku literackiego.

Mamy tu do czynienia z horrorem, fantasy, ale także z kryminałem, romansem i sensacją. Naprawdę każdy znajdzie coś dla siebie. Dużym plusem historii jest to, że jej akcja dzieje się we współczesnych czasach, w polskim mieście. Łatwo się więc odnaleźć w czasie i miejscu akcji (zazdroszczę mieszkańcom Bydgoszczy, bo chodzą drogami, które ja znam tylko z kart książki). A dzieje się sporo już od pierwszych stron książki. Zaczyna się zwykłym damsko-męskim rozstaniem i nietypowym morderstwem, które staje się dużym wyzwaniem dla miejscowej policji. Wydawałoby się, że ten banalny początek nie rozwinie się w nic zaskakującego. Będzie sprawa do rozwiązania i jakiś cywil z pomocą kolegi detektywa pewnie upora się z nią bez większych trudności, korzystając jedynie z własnej dedukcji. Taki polski Sherlock Holmes. Tymczasem wszystko zaczyna wymykać się logice, okazuje się, że świat przestaje być takim, jaki go dokładnie widzimy. A na co dzień towarzyszą nam istnienia, o których nie mamy pojęcia. Gdy moja przyjaciółka siadała do tej lektury, zapytałam, czy będzie sama w domu. Odpowiedziała, że tak, bo narzeczony wyjechał i wróci dopiero za parę dni. Zasugerowałam jej jedno: „Nie gaś światła”. Wierzcie mi, dawno nie miałam takiej gęsiej skórki przy czytaniu! Naturalnie – nie przez cały czas, ale niektóre fragmenty działają mocno na wyobraźnię.

Książka jest wciągająca i trudno się od niej oderwać, a jednocześnie dzięki niej łatwo oderwać się od codziennych zmartwień i problemów. Czytając, skupiamy się absolutnie na akcji powieści. Dla mnie jest to niesłychanie ważne, bo gdy moje myśli zaczynają uciekać w różnych kierunkach w czasie czytania, to znaczy, że książka nie pochłania mnie aż tak bardzo.  

Dodatkowym atutem są kreacje stworzone przez Cezarego Czyżewskiego . Uwielbiam nietuzinkowe postaci. Szczególnie takie, które – podobnie jak ja - działają często pod wpływem impulsu i mają ogromne zaufanie do innych. W dodatku, gdy bohater jest przystojnym (musi być przystojny, bo tak go sobie wyobraziłam) fizykiem, który potrafi porozmawiać o czymś więcej niż o samochodach, ma szerokie horyzonty i – mimo swojego ścisłego umysłu – jest w stanie wyjść poza ramy zdrowego rozsądku, to mamy przepis na sukces. Tadeusza Siekierskiego nie da się nie lubić. Założę się, że gdyby Cezary Czyżewski zdecydował się na Teresę zamiast Tadeusza nie czułabym takiej sympatii. I sądzę, że wiele kobiet miałoby podobnie. Tymczasem autor stworzył postać, której chce się od samego początku towarzyszyć. Dla mężczyzn Siekierski może być przykładem odwagi, otwartego umysłu, ale jednocześnie nie wywoła u nich kompleksów, bo Tadek ma też swoje wady, chociażby nie zawsze mówi to, co powinien albo łatwo ulega wdziękom pięknych kobiet (choć tu w sumie swoją rolę odegrała magia). Z kolei dla kobiet jest po prostu fajnym, normalnym facetem, nie muszą mu niczego zazdrościć ani specjalnie analizować jego logiki postępowania.

Równie atrakcyjna jest sama Alazza. Oczywiście jako czytelnik szybko odkryłam, z kim główny bohater ma do czynienia, choć on naiwnie sądził, że spotkał ideał kobiety. No cóż, myślę, że wiele niewiast chciałoby mieć takie właściwości jak główna postać kobieca w książce… Niemniej ta białowłosa (choć dla mnie jest ona po prostu bardzo jasną blondynką), zielonooka piękność ma niesamowity charakterek, potrafi nieźle się kamuflować, robić dobrą minę do złej gry, być ostra jak brzytwa, zimna jak lód, diaboliczna, a jednocześnie pokazuje swoje łagodniejsze oblicze, piękno. To absolutna kwintesencja kobiecości. Dowód na to, że kobieta zmienną jest.

Niech Was nie zmyli to, że opisuję jedynie te dwie postaci. Oczywiście w powieści mamy również inne osoby, mi.in. komisarza policji, księdza czy koleżankę z pracy Siekierskiego, ale ci bohaterowie zdecydowanie bledną na tle Tadeusza i Alazzy.

Główny i jedyny minus książki? Konieczność dzielenia się nią z osobami, które mieszkają z Wami w domu – wystarczy, że przypadkiem po nią sięgną. Prawdopodobnie przepadną od razu. My wręcz wyrywaliśmy sobie ją z rąk i czytaliśmy naprzemiennie, co było niezwykle trudne.

Oczywiście, nie oczekujcie, że chwytacie do ręki drugiego Sienkiewicza albo Mickiewicza. Nie jest to też powieść, która ma budzić niepokój sumienia (choć sam niepokój budzi) albo romantyczną tęsknotę do ideałów czy głębszych wartości. Jest to powieść, przy której się zrelaksujecie, trochę wystraszycie, trochę pośmiejecie i trochę pobłądzicie po świecie metafizyki. Jeśli chcecie zatracić się na kilka godzin, to zdecydowanie polecam Wam sięgnąć po tę pozycję, nie będziecie żałować!